Moja przystań

Czasem ktoś zada takie pytania, na które czuję, że muszę zwyczajnie poszukać odpowiedzi. Takie pytania padły u Anetki we wpisie „Schronienie w snach”. Coś mi drążyło dziurę w brzuchu i wiedziałam, że muszę usiąść i zacząć pisać. W taki właśnie sposób uzyskuję odpowiedzi.

„Pewne miejsca są takim rajem, przystanią, schronieniem, odpoczynkiem, taką maleńką oazeńką na tle niezliczonych wersji naszej duszy. To coś takiego jak sofa z kocykiem w nagrzanym domku w lesie podczas zamieci śnieżnej. Macie takie miejsce w swoich snach? Do których wracacie w pewnych momentach życia, by odpocząć, by ukoić duszę, naładować i przekonać się, że wszystko będzie dobrze?”

Temat snów przerabiam już od wielu, wielu lat. Mam sporo doświadczeń w tej kwestii. Sny, które trudno wytłumaczyć. Dziwne, prorocze sny, które są zapowiedzią. A jednak coś mi tu jakby nie pasuje, coś tu mi cały czas drąży tę dziurę w brzuchu i nie pozwala przejść do innego tematu.

Nie ulega wątpliwości, że sny mogą być pomostem między światami. Sama w taki sposób dostałam sporo informacji od bliskich mi zmarłych. Można w to wierzyć lub nie. Sama kiedyś nie wierzyłam, a sny miałam. Tylko wagi do tego nie przykładałam i przez to nie rozwijałam swoich zdolności, nie szłam do przodu. Jednak mój brak wiary w to niewiele zmieniał, poza tym właśnie staniem w miejscu. Musiałam się nauczyć współpracy.

Jednak tu jest jakieś „ale”… Spróbuję je znaleźć.

Kiedy próbowałam odpowiedzieć sobie na zadane wcześniej pytanie, odpowiedź nie była wcale łatwa. Co jest moim rajem, moją przystanią? Dokąd wracam?

Do DOMU…

Jednak jego nie ma w moich snach. I nie uważam chyba za właściwe, aby schronienia szukać w snach. Gdzie jest ten DOM? To jest właśnie trudna odpowiedź. Ja ją znam, ale nijak nie umiem ułożyć w słowa. Jest tu i teraz, a jednocześnie gdzie indziej i na pewno nie w snach. DOM mam w moim sercu. Taką przestrzeń mam w swoim wnętrzu, w mojej duszy. I w tym realnym miejscu, który nazywam DOMEM. Kiedy szukam tego raju, wytchnienia, wychodzę na spacer, wychodzę do ogrodu zajmować się naturą. Nie odwiedzam go w snach a jakby w rzeczywistości właśnie. To jest tak, jakbym w każdej chwili mogła sięgnąć tego miejsca wchodząc w głąb siebie. Całkiem niedawno odkryłam, że bardzo ważna jest właśnie równowaga między rzeczywistością a duchowością czy snami. I wcale nie o to chodzi, żeby cały dzień siedzieć w zazen i unikać świata, życia i żyć jedynie duchowością. I ta równowaga gdzieś tu jest kluczem, jeśli chodzi o sny również.

Nigdy nie miałam snów, które się powtarzały i wracały. Trudno mi więc coś o tym powiedzieć z własnego doświadczenia. Być może jest to rodzaj jakiejś pętli, którą trzeba rozsupłać, rozwiązać. Coś, czego nie zauważyliśmy dotąd i co nie pozwala nam iść dalej. Tym bardziej trzeba wtedy przejść proces puszczania. Do snów należy mieć ogromny dystans, aby należycie odczytywać wszelkie wiadomości. Nie należy ich ignorować, ale też nie wchodzić zbyt mocno. Trzeba je puścić i nie wchodzić w analizy. W sennikach nie ma prawdy. Prawda jest zawsze w nas i tylko w nas. Informacja dla nas przeznaczona dotrze i wyjaśni się, kiedy przyjdzie pora. Kiedy będziemy gotowi na jej przyjęcie. Sny mogą sporo namieszać, jeśli zaczniemy bawić się w analizy i szukać odpowiedzi w tych snach. To brama otwarta dla każdego świata… I właśnie dlatego nie ma potrzeby wpływać w żaden sposób na jakość tych snów. Nie ma potrzeby ich wyostrzać, bo możemy wpaść w kłopoty i zacząć źle sypiać dla odmiany. Trzeba tylko przejść proces puszczania tych snów. Kiedy zaczniesz je przyciągać, wyostrzać, polepszać, może się okazać, że czasem wyostrzysz sobie koszmar na własną prośbę. Puść! – to była jedyna informacja. I to właśnie pozwala na wracanie ze snu wypoczętym i zrelaksowanym.

Po czym poznać, że informacja pochodzi ze Źródła a nie z innych miejsc?

No właśnie… Słowo SCHRONIENIE w tym tekście było kluczem, którego nie mogłam rozszyfrować. Kluczem do wszystkiego. Chodziło bowiem o moje BUDDYJSKIE SCHRONIENIE. Eh…

To jest właśnie ta przestrzeń, ten raj. To jest DOM, do którego mogę wracać w każdej chwili. Nie muszę w snach. Większą wagę przykładam do tego, co dzieje się w tym moim teraz, w ciągu dnia, ponieważ lepszym pomostem dla mnie jest medytacja i uważność, niż sen.

Był już taki czas, że bałam się zasypiać. Bałam się tego, jakie informacje przyjdą. Poradziłam sobie z tym. Jak?

Moim BUDDYJSKIM SCHRONIENIEM jest TARA – żeński Budda. Więcej o niej można przeczytać na stronie: Tara Mandala.

W szczególności bliska mi jest Zielona Tara, której wizerunek noszę przy sercu, na szyi, zawsze wtedy, kiedy ruszam się z domu.

Na poziomie zewnętrznym jest boginią Ziemi, reprezentantką natury; mądrością natury i współczucia.

Dalej:

Blisko związana z ziemią, wiatrem, drzewami, roślinami szczególnie leczniczymi ziołami, zwierzętami i ludźmi.”

Ach tak…. Teraz rozumiem…

„Tara jest także znana jako ta, która przewodzi na drugi brzeg. Więc gdy czujesz, że twoja łódź tonie, wezwij Tarę, a ona natychmiast przybędzie. Koncentracja na Tarze jest całkowitą ochroną.”

Przeczytałam to po kilku latach od poznania Tary i dwa dni po napisaniu tekstu. Byłam już kiedyś na tej stronie, jednak dopiero teraz niektóre słowa do mnie dotarły. Dopiero teraz wiele sytuacji z mojego życia, wiele spraw nabrało innego znaczenia i wyjaśniło się. Wiele chwil, które przeżyłam, zrozumiałam na nowo. Tak to ze mną właśnie jest, że nie zgłębiam zbytnio tematów buddyjskich, nie czytam specjalnie. Wpada mi coś w oko dużo, dużo później, kiedy czegoś doświadczę i sama zrozumiem. Dopiero po tym doświadczeniu czytam o tym gdzieś i otwieram szeroko oczy. To jest właśnie dowód na to, że co ma mnie znaleźć, to znajdzie. W odpowiedniej chwili, oczywiście.

I Tara też chroni przed złymi snami. To do schronienia przynoszę wszystko. Tam oddaję też sny. Tam odbywa się PUSZCZANIE. To ona jest tą przystanią. Kiedy zrozumiałam, że właśnie tak mam to robić, moje sny się uspokoiły. Może nie tak one się uspokoiły, jak moje reakcje na nie. Przestałam bać się zasypiać. Nie przywiązuję do nich już większej wagi i jest spokój na tym polu. Każde puszczenie powoduje, że docierają tylko potrzebne i konieczne, właściwe informacje, pochodzące ze Źródła. Zwykłych, przyziemnych snów nawet nie pamiętam. Kiedyś rejestrowałam wszystko, ze strachem, co znów będzie i co to znaczy. Kiedy puścisz, wróci jak bumerang co twoje i co prawdziwe. Puściłam więc… I nastąpiła ulga, jakaś zmiana. Zdarzają się sny ważne, które zapamiętuję, jednak nie wchodzę w to zbyt głęboko. Informacje potrzebne mogę zdobywać w inny, bezpieczniejszy dla mnie sposób. Podczas medytacji chociażby. Wtedy też zdarza mi się zobaczyć coś istotnego. Wiele wskazówek i informacji dostaję w innej postaci, nie podczas snów. Czyli można? Można.

Co ma do mnie dotrzeć, to znajdzie drogę.

Philip Kapleau w książce „Trzy filary zen” napisał takie słowa:

Nie mniej jednak fakt, iż wśród milionów ludzi, którzy nic o buddyzmie nie wiedzą, ktoś zetknął się z tą trwająca dwa i pół tysiąclecia, nieprzerwaną linią nauki, nie jest wg buddyjskiego poglądu przypadkiem, lecz okolicznością karmiczną i dlatego ma ogromne znaczenie duchowe”.

I to jest właśnie moja okoliczność karmiczna. Nie miałam pojęcia o buddyzmie. Kiedy poznałam Tarę coś zaskoczyło. Stąd ta myśl, że to ona mnie wybrała. To jest moja pamięć, ona się obudziła wtedy. Nie musiałam przyjmować schronienia w tym życiu. Miałam je, od dawna…

Nie miałam i nie mam do czynienia z buddyzmem jako takim. Z żadnym nauczycielem. Nic tu do mnie nie dociera. Nigdzie też nie jeżdżę, bo mnie na to zwyczajnie nie stać. A jednak się odnaleźliśmy. Bezpośredni wgląd jedynie mi pomógł. Najwyraźniej tyle wystarczy. Resztę zrobiła karma.

Miałam kiedyś wizję. Nie sen, bo to było na jawie. Taki skompresowany jakby plik. Widziałam tam siebie, choć nie byłam sobą. Byłam mnichem, żyjącym w odosobnieniu, pod lasem. Widziałam też ogród po lewej, po prawej chatka. I postura człowieka w długiej szacie, a ta szata czymś przywiązana w pasie. Pokazano mi to życie, jako moje własne. Mnich krzątał się wokół domu. Widziałam go z tyłu przez chwilę. Wokół cisza, spokój. Tyle z tej wizji zapamiętałam, ale wciąż mam ten obraz przed oczami. Całe moje teraźniejsze życie do tego tęskniło. Gdzieś w podświadomości było we mnie takie życie i ten las, ta natura, ten spokój. To zawsze było w moich marzeniach. Udało mi się to spełnić. Nie tak, jak w tej wizji wprawdzie, ale jednak.

Wiem, że jest coś takiego jak świadomość tego, że śnimy. Sama miewam takie sny. Wiem również, że ludzie próbują pracować nad tym procesem, żeby móc kontrolować taki sen. Są specjalne techniki, szkolenia. I właśnie temu moja dusza mówi stanowcze NIE. Nie na tym polega zbieranie doświadczeń i nauka. Trzeba bowiem nauczyć się przyjmować to, co przychodzi. Kontrola nie ma żadnego związku ze zrozumieniem. Nie mam nic przeciwko świadomemu śnieniu, kiedy to po prostu do nas przychodzi, ale wywoływanie tego, techniki wszelakie, to już nie.

Miałam kiedyś taki sen. Śniło mi się, że rozmawiam z kimś o duszy. Nie widziałam z kim rozmawiam, jednak czułam, że był to mój nauczyciel. Ktoś mi bardzo bliski. Były to ważne rozmowy i bardzo chciałam wpłynąć na to; zobaczyć z kim rozmawiam i dokładnie o czym. Słyszałam część tej rozmowy, bo byłam w środku i na zewnątrz jednocześnie. Wiedziałam, że za chwilę o tym zapomnę. Chciałam to zmienić, próbowałam usilnie zapamiętać słowa usłyszane. Powtarzałam sobie słowo za słowem i co chwilę mówiłam: „Zapamiętaj. Spróbuj zapamiętać”. Powtarzałam całe zdania jak mantrę. Nie zapamiętałam, ledwie jedno krótkie zdanie. Później przyszła informacja, że to nie jest wcale ważne, żeby zapamiętać, żeby wpływać, zmieniać. To jest zapisane w mojej duszy, we mnie, nie muszę pamiętać. Nie muszę widzieć twarzy. Wszystko wyjdzie wtedy, kiedy to będzie konieczne. Ja to już wiem. Wpływanie więc i kontrola zaburzy równowagę. Może zniszczyć cały proces. Muszę uznać, że jestem tylko pionkiem, nie pępkiem świata. Że jestem uczniem, nie nauczycielem i pewne rzeczy muszą być dla mnie jeszcze zakryte. Przyspieszanie nie wniesie żadnej wartości, a wręcz może zmienić zapis, który ja oceniłam jako zło, a to tylko ludzkie pojęcie. Bo nie wiem co tak naprawdę za tym się kryje.

Dystans…

Jestem w tym świecie jako obserwator jedynie. Mam patrzeć, nie oceniać, nie zmieniać, nie kontrolować.

Mam zrozumieć…